Szliśmy w ciszy przez korytarz prowadzący do głównej sali, plątało się tam trochę młodzieży.
- Musicie...Nie możecie odpuścić?- Spytałam po chwili.
- To nie takie proste...
- Super. Czyli do końca życie będziecie się na siebie rzucać, jak tylko się spotkacie?
- Ashley...
- To nie ma sensu. A ty doskonale o tym wiesz, ale nie chcesz się do tego przyznać- Wyrzuciłam mu to w twarz.
- To on zaczął...
- Teraz gadasz jak dzieciak.
Chciałam się od Niego odwrócić, żeby móc zacząć iść w stronę głównej sali, ale jakiś koleś złapał mnie za tyłek. Nick dość szybko zainterweniował. Przygwoździł chłopaka do ściany (na szczęście nikogo więcej tam nie było) i na niego warknął wyszczerzając kły i patrząc mu w oczy swoimi przemienionymi. Cały czas był wkurzony, dlatego tak zareagował...
- Nick!- Krzyknęłam na niego, a on puścił chłopaka i tym razem to mnie przygwoździł do naprzeciwległej ściany. Jego oczy zrobiły się normalne, tak jak i jego uzębienie.
<Nick?^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz