Uśmiechnąłem się delikatnie
- To nic takiego - powiedziałem dalej stojąc obok gałęzi. Gadaliśmy
właściwie o niczym, o muzyce, o przyrodzie, byle tylko nie było cicho i
nie nastała ponownie ta ciężka atmosfera. Po chwili zaczęło mi burczeć w
brzuchu, spojrzałem na zegarek
- Późno się zrobiło, może pojedziemy coś zjeść? - zapytałem
- Właściwie to może być dobry pomysł - uśmiechnęła się
- Gustuje pani w hamburgerach i frytkach? - zapytałem ze śmiechem, podając jej rękę, aby mogła zejść ze spokojem z drzewa
- Mogą być - zaśmiała się cicho. Pomogłem jej założyć kask, po czym
ruszyliśmy do pobliskiego baru, zamówiliśmy po hamburgerze, nie powiem
był całkiem duży.
- Szczerze to zjadłbym coś jeszcze - przyznałem gdy już wychodziliśmy
- Gdzie Ty to mieścisz? Ja ledwo co zjadłam swoją porcję
- Pewnie jeszcze zamówimy sobie pizze wieczorem - uśmiechnąłem się -
Jestem w kwiecie wieku, muszę dużo jeść - powiedziałem niewinnie
<Ashlely?, Dante?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz